O mnie

Żyję skrajnościami. Jeśli czytam, to na okrągło, książkę za książką; jeśli wpadam w ciąg filmowy, to spędzam wieczory tylko na tym, zapominając o dobrodziejstwach literatury. Jeśli spodoba mi się jakiś język obcy, zanurzam się w nim całkowicie, odstawiając na bok inne zainteresowania; jeśli nagle natrafię na temat, który mnie zaciekawi, zapominam o wszelkich listach i planach, i obwarowuję się w twierdzy z nowo odkrytych książek, filmów czy jakichkolwiek innych materiałów, z których mogłabym dowiedzieć się więcej. Nawet muzyki słucham gatunkowymi fazami. Interesuje mnie zdecydowanie za dużo rzeczy jak na ten ograniczony czas, który mogę poświęcić moim naukowym zapędom, i regularnie doprowadza mnie to do głębokiej frustracji. Moje zainteresowania są nieprzewidywalne, a ich praktyczność (bądź nie) nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia.

Czytam i oglądam głównie po angielsku, rzadziej po polsku i niemiecku. Raz na jakiś czas udaje mi się też wynaleźć coś japońskiego.

Nie nadaję się do osiadłego trybu życia. Ostatnie 8 lat spędziłam w ośmiu różnych mieszkaniach, pięciu miastach, trzech krajach i dwóch kontynentach. Podjęta pod koniec tego okresu próba zapuszczenia korzeni zakończyła się spektakularną klapą. Latem 2016 roku spełniłam więc swoje wielkie, stare marzenie i kupiłam dziewiąte z rzędu mieszkanie; mieszkanie na kółkach, które nigdzie nie zagrzewa miejsca na dłużej. Póki co przejechałam nim trzy kolejne kraje i - wzorem bocianów - przezimowuję w południowej Portugalii, ale - również wzorem bocianów - nie zamierzam osiąść tu na stałe. A przynajmniej: jeszcze nie.

Lubię klasyczną literaturę, zwłaszcza tę spod szyldu Modern Classics. Lubię tradycyjną narrację i pięknie dobrane słowa (tak, należę do tych nielicznych, którzy z wypiekami na twarzy czytali Nad Niemnem). Lubię celnie wyrażone myśli; ten moment, w którym podczas czytania natrafiam na fragment, z którym w pełni się zgadzam i czuję, że nie byłabym w stanie lepiej tego wyrazić. Lubię literaturę zaangażowaną. Lubię Charlesa Bukowskiego i Lucy Maud Montgomery, Kawabatę Yasunariego i Judy Budnitz, Pearl S. Buck i J. K. Rowling. Nie lubię książek słabych lingwistycznie, niepotrzebnie kopiących własnych bohaterów i nieprawdopodobnych psychologicznie. Nie lubię Małego życia Yanagihary, Uciekaj, Króliku Updike'a i najnowszych książek Musierowicz. Od czasu do czasu sięgnę też po coś popularnonaukowego. Moja dusza naukowca boleje nad tym "od czasu do czasu" (patrz: frustracja).

Lubię kino nieme (czy może raczej nie tyle "lubię", co jestem nim naukowo zainteresowana?). Lubię filmy festiwalowe. Lubię filmy magiczne i wizualnie piękne (Źródło, Labirynt fauna). Lubię Lillian Gish i Brit Marling. Nie lubię efektów specjalnych, 3D, źle napisanych dialogów i logicznych luk w scenariuszu. Nie lubię też Keanu Reevesa, Nicholasa Cage'a i Davida Yatesa.

Lubię ciszę. Ale lubię też miejski zgiełk, o ile mam szansę znaleźć w nim parę kluczowych punktów: księgarnię, imponującą bibliotekę, sklep z herbatą, przytulną kawiarnię, jakiś przyjemny park, w którym można z czystym sumieniem deptać trawę, rzucić na nią i nasłonecznić przez choćby 15 minut.

Lubię Portugalię i portugalski, i jestem zdeterminowana porządnie się tego języka nauczyć - na tyle, żeby móc czytać Saramago w oryginale.

Lubię mojego męża i moją rodzinę. I ich - dawniej naszego - psa. Niekoniecznie w tej kolejności.

Lubię tańczyć. I biegać. Długie spacery też lubię. Lubię muzykę klasyczną i operę, sporo pojedynczych, współczesnych hitów i muzykę celtycką, Boba Marleya i Katie Meluę. 

Lubię być wegetarianką. Chociaż kindziuka by się zjadło.

Lubię pisać, co chyba widać tu aż nazbyt dobrze.

I stąd właśnie wziął się ten blog :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails